Świat się zmienia… a przywiązanie do tradycji pozostaje. W czasach gdy odbywałem pierwsze szkolenia żeglarskie wpojono mi bardzo wiele zasad które ogólnie zapamiętałem jako etyka i etykieta żeglarska. Pisząc ten tekst, nie potrafię jednak przypomnieć sobie definicji słowa „jacht” wciąż jednak moje skojarzenia wskazują na jednostkę pływającą dla przyjemności, nie w celach zarobkowych. Ale od czego jest internet… Przeszukując strony w poszukiwaniu definicji jachtu natrafiłem w końcu na poniższy tekst:
… Jacht to każda jednostka pływająca, żaglowa lub motorowa, cechująca się pewną doskonałością konstrukcji i utrzymania oraz służąca celom sportowym, szkoleniowym, turystycznym czy wypoczynkowym, lecz nigdy zarobkowym.
Zgodnie z tą definicją, malutka żaglówka śródlądowa oraz wielki statek żaglowy to jachty. Te same jednostki działające w sposób – niejako – zawodowy: np. wynajmowane przez bosmana na godzinne przejażdżki lub służące zawodowemu szkoleniu marynarzy już nie podlegają określeniu „jacht”….
źródło: www.intermen.pl za zgodą http://www.polskieszlakiwodne.pl/
Taka definicja jest najbliższa mojemu poczuciu ducha żeglarstwa. Za taką definicją opowiadam się całym sercem. I choć akceptuję fakt komercjalizacji większości aspektów naszego życia ze sportem włącznie, to fakt posiadania jachtu… z koniecznością zarabiania na nim pieniędzy jest niezgodne z moim poczuciem etyki i ducha tego sportu. Dawno temu ten sport miał pozostać czysty i oderwany od biznesu. Takim go widzę ja i podejrzewam, że ludzie żeglujący z mojego pokolenia i wcześniej czują podobnie. Drugim elementem, na który moje poczucie ducha żeglarstwa nie daje akceptacji jest reklama na żaglach. Od zawsze żagle były białe… Od zawsze pojęcie związane z latem na wodzie, mnogością pływających po wodach żaglówek miało w sobie przekaz „biało od żagli”. Nasze dwie polskie fregaty miały zawsze białe żagle. Ni jak nie potrafię sobie wyobrazić faktu płynącej fregaty Dar Młodzieży z…. reklamami proszku do prania na żaglach rejowych. Choć taki przekaz byłby na pewno bardzo silny, dla mnie byłby psychicznym wstrząsem. Mówię stanowcze nie przemianie naszych turystycznych akwenów wodnych w zaśmiecone „bilbordowisko”. Ulice naszych miast krzyczą wulgarnym, wszędzie wdzierającym się przekazem reklamowym. Czy na prawdę w miejscach gdzie mamy być oderwani od zgiełku, natłoku informacji, pracy, hałasu musimy karmić siebie tym samym? Jedynie akceptowanym wyjątkiem były łodzie regatowe, za którymi stała nowa technologia produkcji żagli. Lekkie włókna węglowe wlaminowane w płaty żagli powodowały niezwykły, kosmiczny wręcz efekt. Żagiel przestał być biały, ale niósł w sobie emocje pachnące nową, bardzo drogą technologią, podpartą wielkim budżetem sponsoringu. To nie było żeglarstwo w ujęciu romantycznym, to był wyścig technologii. My żeglarze patrzyliśmy z zapartym tchem na zdjęcia z Pucharu Ameryki, z przekazów regat OSTAR (Transat), gdzie widać było wielkie pieniądze stojące za wielką technologią. Rozwój technologi usprawiedliwiał wielkie reklamy na powierzchni żagli, kadłuba, ubraniach załogi. Był i jest w tym zresztą niesamowity urok kojarzony z wielkim sportem, wielkimi zaangażowanymi w to pieniędzmi.

puchar Ameryki
Podobnie jak w samochodowej Formule 1. To nasycenie przekazem reklamowym żeglarstwo miało zawsze też aspekt psychiczny wywieranego strachu na przeciwniku: „Masz się mnie bać, jestem od Ciebie silniejszy, za mną stoją większe pieniądze i droższa technologia” Zmierzając do puenty tego przydługiego tekstu, w moim subiektywnym rozumieniu jachtingu, jedynym miejscem na reklamę jest łódź regatowa. Jest na to przyzwolenie etyczne konserwatywnego środowiska żeglarskiego
, wieloletniej bądź co bądź tradycji, i co najważniejsze podkreśla zaangażowanie środowisk biznesu w rywalizację i medialność tego sportu. Sposoby umieszczania reklamy na sportowych jednostkach definiowanych klasą opisują ściśle reguły klasy.

reklama ujęta regulaminem klasy mini